 |
Losie na drodze
Lasy zasypane kolorowymi liściami, cisza, spokojne o tej porze roku morze, łosie na mniej uczęszczanych drogach - tak wygląda teraz Estonia, malutki kraj graniczący z ogromną Rosją. Mało tu dużych miast, te, które są, sprawiają wrażenie miejsc, w których czas się zatrzymał. Zabytkowe ulice, nie zdominowane jeszcze przez MacDonaldsy i nowoczesne siedziby zachodnich banków, przywodzą na myśl średniowiecze. Ludzie o jasnych twarzach i wysokich, smukłych sylwetkach, mówią charakterystycznym, bardzo melodyjnym językiem, w którym tak trudno jest rozróżnić poszczególne słowa. Estonia... Dziwne to miejsce, bardzo chłodne i wciąż bardzo skandynawskie, choć pewnie ciężko w to uwierzyć po tak długim okresie bycia częścią Związku Radzieckiego.
Spędziłam tam tydzień w listopadzie 1999 roku uczestnicząc w wizycie studyjnej, której temat brzmiał "Youth work in remote/border areas". Oprócz kilku Estończyków, pracowników Estońskiej Narodowej Agencji i organizatorów całej imprezy, w wizycie uczestniczyło kilka innych osób z różnych krajów Europy. Był więc Jan z Wielkiej Brytanii, Nicu i Reka z Rumunii, Gabor z Węgier, Michalis z Grecji, Inna z Rosji, Enke z estońskiego uniwersytetu w Tartu - wszyscy w jakiś sposób związani z pracą na rzecz młodzieży. Przez cały tydzień dyskutowaliśmy na temat sposobów pokonywania barier i możliwości włączania w naszą działalność młodzieży, która nie mieszka w dużych miastach i teoretycznie nie ma dostępu do informacji związanych z programem "Młodzież dla Europy" dzięki któremu znaleźliśmy się w Estonii. Warsztaty polegające na różnego rodzaju grach, symulacjach i dyskusjach panelowych, codziennie zajmowały nam kilka godzin. Na szczęście już na samym początku okazało się, że jesteśmy bardzo zgraną i przyjaźnie nastawioną do siebie grupą, niemal więc nie odczuwaliśmy zmęczenia po wielogodzinnych rozmowach. Nasza wizyta studyjna nie opierała się jednak tylko i wyłącznie na pracy czysto teoretycznej - nasi organizatorzy zadbali również o to, żebyśmy mogli poznać wszystkie formy pracy z młodzieżą funkcjonujące na terenie Estonii. Zwiedzaliśmy więc szkoły, świetlice dla dzieci, młodzieżowe centra zainteresowań i oczywiście organizacje studenckie mające swe siedziby na terenie uniwersytetów i szkół wyższych całego kraju. To właśnie podczas długich podróży z miejsca na miejsce miałam okazję napatrzyć się na przepiękny, niemal bajkowy kraj, tak niesamowicie cichy i kolorowy. Zdarzało się, że na drodze znajdującej się w środku lasu spotykaliśmy łosia, który ustępował nam miejsca dopiero po kilku minutach trąbienia, będąc jednak ciężko obrażony na ludzi, którzy nieproszeni znaleźli się na należącym do niego terenie.
Wyjeżdżałam stamtąd z lekko ściśniętym gardłem, mając w pamięci twarze i głosy ludzi, których pewnie już nigdy nie spotkam, a którzy tak dużo mnie nauczyli. Nie tylko na temat współpracy młodzieży w regionach granicznych....
Joanna Pazyra
|
|