 |
Węgry...PECS...ICWiP...czy można coś jeszcze dodać...
...być może tylko tyle, że było to już czwarte z kolei tego rodzaju wydarzenie, w tym roku zorganizowane przez SIEN(Students International European Network)i biuro współpracy zagranicznej Uniwersytetu Janusa Pannoniusa.
Wiele rzeczy pozostało, wiele rzeczy się zmieniło... Być może nie powinnam porównywać i analizować tego Euroweeku pod kontem innych, ale jako "weteranka" Pecsu (był to mój trzeci raz) jestem chyba w pełni usprawiedliwiona...
... Kontynuując, co się zmieniło, a co pozostało... zmieniła się liczba uczestników i podstawowa idea poprzednich konferencji. Nie jest sekretem, że liczba uczestników była "troszeczkę" rozczarowywująca dla organizatorów.
Ten fakt miał jednak swoje dobre strony, (o których później). W historii Euroweeków w Pecsu liczba studentów biorących w nich udział z roku na rok wzrastała. W 1999 przybyło ich 300...miało to zapewne wiele wspólnego z zaćmieniem slońca, ale sam fakt zmobilizował do wielkich przygotowań ICWiP-u 2000...w przygotowaniach wzięło udział około dziewięćdziesiąt osób...usprawiedliwione wydaje się wiec zdziwienie ich wszystkich, moje również, w momencie, kiedy pojawiło się pięćdziesięciu czy NIEMAL sześćdziesięciu uczestników...hmmm???
W tym roku chciano położyć nacisk na jakość i różnorodność wydarzenia.
Słowem kluczowym obrano wieloznacznie brzmiące "flexibility" (jedyne sensowne tłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy to "elastyczność").
Zaskoczył mnie aktywny udział większości organizatorów w warsztatach. Zazwyczaj biegają z miejsca na miejsce i wszystkim wydaje się, że są nieosiągalni, że z cudem graniczy pojawienie się któregoś z nich na jakichkolwiek zajęciach, a tu proszę... "kilku" uczestników mniej i niemalże cała gromadka ORGANISERS przychodzi na WORKSHOPS... ...w tym roku bardziej niż zwykle zależało mi na obecności większej liczby osób na warsztatach chociażby ze względu na to, że sama jeden z nich prowadziłam (Multikultura i sztuka). Obiecałam rozwinąć wpływ faktu malej ilości uczestników na losy konferencji...
...w skrócie: było bardziej kameralnie, wszyscy zdążyli się poznać, nikt nie wykręcał się z uczestnictwa w warsztatach i wykładach za czym szła większa efektywność dyskusji i zaangażowanie w poruszone przez nas tematy
genetycznie zmodyfikowana żywność; ochrona środowiska we Wschodniej i Zachodniej Europie. Jak walczyć z nawykami zostawiania zapalonego światła, robienia zakupów z plastikowa siatką, odkręcania wody przy myciu zębów i nie zakręcania jej do końca tej czynności, bezmyślnemu zużywaniu energii elektrycznej, gazu,... nie segregowaniu śmieci, etc...;
zachowanie tożsamości narodowej i kulturalnej wśród krajów UE i tych, które aspirują do członkostwa w Unii;
inżynieria genetyczna: czy jesteśmy w stanie kontrolować DNA i czy jest to etycznie i moralnie poprawne?;
IT - jak ograniczyć wulgarność w internecie? Czy ma sens jego regulacja?
Po takiej dawce wysiłku umysłowego zaproponowano nam oczywiście dobra zabawę w postaci: "Kicz party", "Karaoke Show" , "Night Party in Hullam Bath", "City Contest", "Zanzamlet" - parodia sztuki Szekspira oraz tradycyjnie na zakończenie Euroweeku party na rynku w P?csu z pokazem ognii sztucznych.
Nie brakowało również uroczych pomyłek. Wyobraźcie sobie, że jesteście organizatorami podobnej konferencji i w dzień przed przyjazdem uczestników dostajecie długo oczekiwane koszulki z logo konferencji i napisem ORGANISER na kilku z nich dla odróżnienia osób potrafiących udzielić nam jakichkolwiek informacji...Późno, bo późno, ale zapewne ucieszylibyście się, ze dostarczono koszulki dzień przed a nie dzień po konferencji... OK... ucieszeni wyjmujecie je z pudel i co się okazuje?...? Że na każdej z nich nadrukowane jest wielkimi literami: ORGANISER... a to dopiero pomyłka... Istvan Tarrosy (głowa całego przedsięwzięcia) wybrnął z tej sytuacji medalowo. Ogłosił, że w ubiegłych latach wszyscy chcieli mieć koszulki organizatorów, więc w tym roku, wychodząc oczekiwaniom naprzeciw, postanowiono na wszystkich T-shirtach wydrukować to słowo, tym samym wszyscy z obecnych stali się współorganizatorami całego tego miłego zamieszania.
Dodam jeszcze tylko, ze tradycyjnie największe grupy studentów przyjechały z Rumunii i Włoch. Pojawiło się dwa razy więcej uczestników ze Wschodniej Europy, co z Zachodniej. Ja byłam jedyna reprezentantka Polski.
Luiza Czajkowska
|
|