 |
Ola!
Pierwsze spięcie miało miejsce w Faro, gdzie polska grupa wykazała się tak charakterystyczną dla naszego narodu zgodą, jednością i rzeczowym podejściem w rozwiązywaniu problemów. Nasze niezwykle ożywione i cokolwiek przydługie dyskusje wprawiły przyjmujących nas Portugalczyków w lekkie zażenowanie. Nic to jednak, co kraj to obyczaj.
W miejscu przeznaczenia, czyli niewielkiej miejscowości Alcoutim, tuż przy granicy z Hiszpanią, zostaliśmy zakwaterowani w przytulnych pensjonatach. Ogólnie rzecz biorąc czas upływał nam na trwaniu od posiłku do posiłku, bo mimo pewnych wysiłków głównego organizatora Piotra Mularczyka, do bardziej produktywnej pracy nie byliśmy skłonni. Piotrek przegrał po prostu z tamtejszą temperaturą. Co do posiłków, to zaskoczyło nas niemało, że Portugalczycy wcale nie dbają o zdrową dietę. Osobiście liczyłam na lekkie posiłki, stosownie do panującej temperatury. Tymczasem do narodowego dania krajowców urosły w naszych oczach frytki, podawane niemal na każdy obiad i kolację. Większość z nas wróciła jednak prawie uzależniona od wyśmienitej kawy, pitej po każdym posiłku. Próżno takiej szukać w Polsce.
Organizatorzy zadbali byśmy poza opalenizną przywieźli też odpowiednie wspomnienia i nieco wiedzy o miejscu, gdzie bawiliśmy. Odwiedziliśmy zatem słynne w okolicy wytwórnie rękodzielnicze a o historii samego Alcoutim opowiedział nam przesympatyczny pan asystent burmistrza. Pozwiedzaliśmy też sąsiednie miejscowości, w których najbardziej przypadły nam do gustu przepiękne atlantyckie plaże. Mieliśmy też okazje zaczerpnąć co nieco z kultury portugalskiej, gdyż akurat podczas naszej bytności w Alcoutim odbywał się tam festiwal fado. Fado to smutne pieśni opowiadające o nieszczęśliwej miłości, śpiewane z niezwykłym uczuciem, bardzo popularne wśród Portugalczyków. Trzeba przyznać, że na większości z nas również zrobiły wrażenie.
Było miło, ale czas płynął szybko i ani się obejrzeliśmy jak trzeba było się pakować i opuścić przyjazne Alcoutim. W kwestii powrotu do Lizbony powstało 15 tzw. chytrych planów, do wyboru, do koloru- każdy znalazł najbardziej odpowiadający mu wariant. Podróż powrotna upłynęła sprawnie i bez kłopotów, poza jednym małym wyjątkiem (Karol Pękalski zaspał na samolot).
Aleksandra Stanek
|
|